Getry, samochody i „slow cities”

0
1300

31 stycznia odbył się trening w rezerwacie przyrody w Łosiu. Miejsce jest piękne (choć schowane zupełnie z boku drogi) dzięki swoim „wąwozom”, starym, grubym drzewom i Jeziorce płynącej w dolince. Honor grupy uratowała Ewa bo jako jedyna pojawiła się na treningu – cóż, frekwencja feryjna.
Zima w pełni – przyszła i zaskoczyła nas z rana zmieniając zupełnie krajobraz. Nie sposób było nie wyjść i trochę przyjrzeć się tej zmienionej rzeczywistości robiąc przy okazji trochę zdjęć.
Z rozmów ze znajomymi zauważyłam, że ci, którzy na co dzień nie chodzą na spacery, są bardzo zdziwieni, że można wybrać się na przechadzkę, kiedy na drogach błoto i chlapa. Po pewnym czasie domyśliłam się o co chodzi – o buty. Po prostu dużo osób nie ma nieprzemakalnego, turystycznego obuwia, które najlepiej spisuje się w naszym terenie. A poza tym, świat obserwowany zza szyby samochodu jest rzeczywiście niesamowicie błotnisty bo to właśnie samochody rozjeżdżają nasze gruntowe uliczki. W lesie nie ma tego problemu. Zresztą, błoto nie jest wcale przeszkodą – wystarczy zaopatrzyć się w ochraniacze na buty (dostępne w dużych sklepach sportowych w dziale: turystyka) albo w getry (tu zawsze można zaszaleć z kolorem i wzornictwem) – a spodnie pozostaną czyściutkie jak po spacerze chodnikiem na Nowym Świecie ;). Ja bez tych gadżetów nie wyobrażam sobie wiejskiej codzienności.
Teraz, kiedy spadł śnieg sprawa wygląda nieco inaczej. Wczoraj wybrałam się na „relaksacyjny spacer” do cukierni. Niestety, nawierzchnia fatalna; błoto to nic w porównaniu z łatami lodu, wyślizganego śniegu i koleinami. W takich warunkach nie polecam nordic walking – kijki na pewno nam w tej sytuacji nie pomogą – służą przecież do odpychania się a nie do podpierania się i łapania równowagi.
Dzisiaj wybrałam już inną trasę – w lesie podłoże rewelacyjne… i można pobrodzić trochę w śniegu. Tam, gdzie przejeżdżają samochody, fatalnie ślisko i najlepiej nie iść koleinami. I znowu rewelacyjnie spisują się ochraniacze lub getry – śnieg nie wpada górą butów.
A wracając do samochodów… To trochę taki paradoks życia na wsi, że tu się praktycznie nie chodzi. Do lokalnych sklepów, cukierni, kościoła czy szkoły jeździ się samochodem „od drzwi do drzwi”. Kiedy wyjdzie się „na wieś” na piechotę wszędzie pustki; może tylko w drodze wyjątku kobiety z wózkami i zawsze ci sami panowie, którzy zawsze mają czas i na wszystko patrzą z trochę innej perspektywy. To jednak trochę przygnębiające. Przypomina mi się idea „slow cities” w której zwraca się uwagę na to, że powszechnie na pierwszym miejscu jest samochód a na drugim człowiek i że „na całym świecie badania wykazują bezpośrednią zależność między samochodami a stanem wspólnoty lokalnej: im mniejszy i wolniejszy ruch samochodowy w danej okolicy, tym bardziej ożywione są relacje między mieszkańcami”. Nie chodzi o demonizowanie samochodów, tylko o to, że „przemieszczanie się autem nadmiernie dominuje nad chodzeniem piechotą”. Zachęcam więc do zakupu nieodzownego sprzętu i wyjścia, żeby trochę wnikliwiej rozejrzeć się po okolicy. Może warto?(Cytaty pochodzą z książki Carla Honore „Pochwała powolności”)
DSCN0497DSCN0554

DSCN0553

DSCN0530

DSCN0525

DSCN0522

DSCN0509

DSCN0507

DSCN0505

DSCN0503

DSCN0502

DSCN0500

DSCN0498