Poszukiwany właściciel psów!

30
1690

Dziś rano (niedziela) otrzymaliśmy następującą prośbę:

“Jestem mieszkanką Henrykowa Urocze i mieszkam przy ulicy Słodkiej. Chciałabym prosić o zamieszczenie pilnego pytania na stronie Korzeniówki. Dzisiaj rano o 5:15 dwa psy: jeden wilk, drugi podobny do teriera (taki mały pies o kremowej, krótkowłosej sierści), wleciały na drogę prywatną i przy naszej posesji zagryzły kota persa. Poszukujemy osoby, która codziennie rano spaceruje z tymi psami bez kagańców i bez smyczy i co gorsze psy biegają gdzie chcą w ogóle nie słuchając się właściciela.

Dzisiaj rano oczywiście ta osoba szybko uciekła. A co by było, gdyby to nie był kot tylko dziecko? Mamy małe dzieci, które bardzo często wychodzą na drogę i nieważne, która jest godzina.

Bardzo proszę o zamieszczenie informacji z prośbą, że jeżeli ktoś zna tego pana, to niech napisze na stronie lub na adres mailowy (gosiaszerenos@gmail.com) lub zadzwoni do mnie na komorke 603 639 032.

Bardzo dziekuję za pomoc
Małgorzata Szerenos”

30 KOMENTARZE

  1. “Mamy małe dzieci, które bar­dzo czę­sto wycho­dzą na drogę i nie­ważne, która jest godzina”
    Włos na głowie się jeży jak to czytam .
    Panie dzielnicowy !!!

  2. Hmmmm… a co jest w tym dziwnego? Nie bardzo rozumiem o co panu chodzi z tym komentarzem. To dzieci już wyjść poza bramę nie mogą? Po za tym chodzi o nieco bardziej inny temat więc proponuję nie wycinać kawałków z tego ogłoszenia i nie komentować, a jeżeli chce pan porozmawiać akurat na ten temat to zapraszam na dyskusję.

  3. hmmm….Pies nie umie czytać;) Chyba, że szkolony w Szczytnie;)
    Proszę zmienić napis. Zamiast droga prywatna napisać, Uwaga dzieci bawiące się na drodze o każdej porze bez opieki;)

  4. Widze ze jest Pan zwolennikiem lamania prawa! Od kiedy to wychodzi sie z psem na spacer bez kaganca lub smyczy?? A napis nie jest dla psa tylko dla wlasciciela ale widac dla Pana to zbyt skomplikowane.

  5. Widzę, że nie rozumie pan problemu, który jest tutaj poruszony. Próbuje pan zmienić temat i zwraca pan uwagę na szczegóły. Może zatem spróbuję panu to wyjaśnić. Chodzi o problem spacerowania z psami bez kagańca i bez smyczy. Według polskiego prawa jest to karane. Jeżeli nadal pan tego nie rozumie to prawdopodobnie ten temat nie jest panu na rękę i stąd próba zmiany tematu. A czemu nie na rękę? Bo trzeba będzie na spacer zabierać ze sobą również smycz? Dziwi mnie ciągle, że ani razu nic pan nie napisał na temat luźno biegających psów. Pies faktycznie nie umie czytać – mądra uwaga – i dlatego chociażby powinien być prowadzony na smyczy. Nawet ten szkolony w Szczytnie. Nie życzę panu tego, co nas spotkało mimo tego, że to był “tylko” kot, a dla nas to był “aż” kot. Mam nadzieję, że właściciel psów się znajdzie i czegoś się nauczy co na pewno spowoduje, że i pan i my będziemy czuli się bardziej bezpieczni wychodząc po za nasze posiadłości.

  6. Ja tez mam problem z Panem X który robi to samo i wyprowadza 2 owczarki niemieckie na spacer bez smyczy i kagańca . Moj jamnik tez czasamI wyrwie się na drogę bez kagańca . Moim zdaniem taki list gończy nie powinie w takiej formmie byc publikowany na stronie SPK. To sprawa dla dzielnicowego !

  7. Strona korzeniowka.org to jest strona dla mieszkańców, poruszamy tu różne ważne dla nas wszystkich sprawy.
    To jest oczywiście również sprawa dla dzielnicowego, jak każdy przejaw łamania prawa.
    Użytkowniku fmtop, znany mi z imienia, ale nie mogę użyć tego imienia, bo taka jest konwencja internetu i Marek mi zabrania. Użytkowniku, którego dobre serce i zaangażowanie w sprawy lokalne też jest znane! Apeluję o odrobinę empatii, wróć pamięcią do czasów, gdy Twoi chłopcy nie byli jeszcze wielcy jak dęby. Sprawa dla mnie wygląda tak – psy zagryzły dzieciom ich kota. Z jednej strony rozpacz dzieci. Z drugiej strony prawie każda matka (ja w każdym razie z łatwością) w miejsce kota podstawia swoje małe dziecko i oczami wyobraźni widzi skutki takiego spotkania. Kiedy czytam artykuły w prasie o przypadkach pogryzienia dzieci czy osób starszych, też się boję.
    Toż trochę co innego, gdy pies się wyrwie, a właściciel w razie czego przeprasza i sprawę wyjaśnia, a co innego, kiedy zawsze (jak twierdzą właściciele kota) spaceruje się bez smyczy, psy się nie słuchają, a w razie czego właściciel się zmywa.
    Wiem, wiem, jesteśmy na wsi. Wszyscy, którzy mnie znają, wiedzą, że nie jestem obiektywna w stosunku do psów… Jednak dla mnie sytuacja, że ktoś blisko wsi puszcza psy, żeby się wybiegały, jest niedopuszczalna. Kiedy zaś spotykałam moich sąsiadów w lesie, a psy były bez smyczy, sąsiad wzywał psa i go trzymał.
    Uważam, że psy to u nas realne zagrożenie. Bezpańskie psy w lesie spotkał chyba każdy. Nam się zdarzył przypadek zaatakowania przez psy “pańskie”. Marcel jechał na rowerze drogą publiczną. Brama od gospodarstwa była otwarta i wyskoczyły z niej dwa duże psy. Jeden z nich skoczył na mojego synka. Wylądowaliśmy w przychodni. Ta historia akurat skończyła się dobrze, pogłębiła tylko lęk Marcela przed psami.

  8. Mnie zbulwersowało właśnie zdanie o dziecku!
    Właściciele psów na wsi powinni przestrzegać zasat ich bytu i ja to rozumie! Teraz czekajmy na wpisy typu jadące auto ochlapało mnie brudną wodą albo ul. brzozowa jechał samochód chyba z 80 km na godzinę, był taki i taki…. proszę o dane właściciela. Moim zdaniem to jest chore. Dziecko wymaga opieki i ma to robić rodzic lub opiekun i nie ma zwalania winy na drogę prywatną, bo tam nie ma prawa nikt wejść (nawet pies). Ja rozumie Wasze oburzenie, ale ten Pan X kupił posesje na wsi żeby też się czuć wolnym i swobodnym mamy demokracje i każdy ma prawo do zastosowania się i do łamania przepisów, kij ma dwa końce mamy organy ścigania i Sądy. A moje dzieci dorosły tak to fakt, ale nigdy nie wybiegały na drogę, kiedy chciały zawsze były pod opieką. Kota też straciłem, bo ktoś (ja wiem, kto) go załatwił z wiatrówki! Dalej żyjemy i po paru latach rozmawiamy na spotkaniach Korzeniówkowych. Podkreślam dobro dziecka jest naj…. Ale 100 razy sie zastanówmy nad tym, co piszemy i publikujemy pod wpływem emocji.

  9. ja rozumiem, ze pies sie wyrwal ale co innego jest wyprowadzaniem psow bez smyczy/kaganca, które biegaja jak chca i dodatkowo wlasciciel psow uciekl! Nie przyszedl, nie przeprosil. I dlaczego mamy o tym nie mowic glosno? mamy czekac az nastepnym razem psy zaatakuja dziecko lub doroslego? chyba we wszystkich interesie jest aby w naszej okolicy bylo bezpiecznie.

  10. Strasznie pan “spłyca” cały ten problem. Dziecko, które jest poza posiadłością, które jest pod opieką nawet najbardziej troskliwego rodzica, jest i będzie narażone na agresję psa chodzącego bez smyczy i to bez względu czy jest na drodze prywatnej czy gminnej. Ale wie o tym tylko rodzic opiekuńczy i stara się za w czasu temu zapobiec. Życie na wsi to nie więzienie i zamykanie swoich pociech za bramą domu. My prawa nie łamiemy jak to robią ludzie z psami. Niech się pan chociaż raz zbulwersuje na nieodpowiedzialnych ludzi chodzących z psami bez smyczy, a w razie problemów uciekających po krzakach jak tchórz. Ja nie byłem inicjatorem tej strony ale wydaje mi się, że właśnie w takich sprawach została założona i jest prowadzona. Jeżeli chodzi o organy ścigania to zapewne sprawą się zajmują ale ja mam też święty obowiązek im w tym pomóc, a nie siedzieć z założonymi rękami i udawać, że nic się nie stało. Ja zostałem wychowany tak, że na chamstwo reaguję i będę reagował bez względu czy dotyka ono mnie czy innej osoby. Moja reakcja nie kończy się tylko na pisaniu postów i tego co mi ślina na język przyniesie. I niech pan wreszcie zaprzestanie pisać o brudnej wodzie czy ulicy brzozowej bo to jest nietakt z pana strony i brak zrozumienia tematu.

  11. Pewnie nie dopasuję się do żadnej ze stron. Dla mnie niedopuszczalne jest pozostawianie agresywnych psów bez dozoru. W takich sytuacjach należy reagować natychmiast, czasem nawet w sposób drastyczny. Kiedyś zostałem zaatakowany przez takie właśnie stworzenia w lesie. Całe szczęście byłem na takie spotkanie dobrze przygotowany i dla jednego z psów nie skończyło się to dobrze. Niestety gdyby na moim miejscu znajdowało się dziecko lub kobieta (przepraszam feministki) z pewnością nie byłyby w stanie się obronić. To były dwa duże psy, z czego jeden wyglądał na mieszańca z domieszką krwi rottweilera. Niedawno w mediach opisywano sytuację kiedy psy bez dozoru zagryzły pięciolatka.
    http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114873,9145335,Piecioletni_chlopiec_zagryziony_przez_psy.html

    A on chciał po prostu przejść przez ulicę na huśtawkę
    Dopuszczam możliwość aby dziecko (oczywiście nie przedszkolak) wybrało się na spacer do lasu aby zebrać jagody, kwiatki itp. – oczywiście z umiarem np. obok domu tak, żeby w razie czego chociaż kontakt wzrokowy był zapewniony. Sam kiedyś tak chodziłem. Staram się oczywiście cały czas pilnować swoich dzieci. Nie zawsze jednak można zapewnić 100% kontroli. Kiedy będą chciały pójść do znajomych z sąsiedztwa parę metrów dalej – to czy muszę organizować konwój? Czy mamy żyć w sytuacji permanentnego zagrożenia?

  12. Ale jak jest przyzwolenie społeczne, żeby się chujnia działa, to tak właśnie jest, właśnie tak się dzieje. Dziękuję za uwagę. Rozejść się.

    “I co pan zrobisz, nic pan nie zrobisz”

  13. W ramach wyjaśnienia: Marcel był na wycieczce rowerowej ze swoim tatą. Tata jechał na swoim rowerze. Niestety pies był szybszy od taty:).

  14. Oko za oko ……………. No to poleciało chamem podgryź psa za persa! Powodzenia!
    A nauczają dostałeś w jeden policzek nadstaw drugi 😉 Nauka jak widzę idzie w laśną a nie w słodką . Pozdrawiam

  15. Tak faktycznie, chamem poleciało. Gratuluję i mimo wszystko pozdrawiam. No i życzę spokoju w obrębie swojej posiadłości.

  16. Widziałem te psy wielokrotnie. Bez żadnego dozoru. Wałęsają się same po okolicy. Brzozowa, Leśna, Wronia, Pracka… Nie twierdzę, że są bezdomne (większy – wilkowaty ma obrożę) ale z pewnością właściciel nie za bardzo dba o to by nie wydostawały się za płot. Możliwe, że po prostu przekopują sie pod ogrodzeniem. Co oczywiście nie stanowi dla właściciela wytłumaczenia. A tak na marginesie – jaki jest sens w stawianiu tabliczki “droga prywatna” – mam na myśli Słodką? Pytam bez żadnej złośliwości.

  17. Słodka nie jest ulicą gminną. Każdy właściciel działki przy Słodkiej ma w niej swój udział. Gdy zaczęliśmy tutaj mieszkać, musieliśmy zrobić tą drogę od podstaw co wiązało się z bardzo dużymi kosztami. Po zrobieniu drogi okazało się, że zaczęła ona służyć również osobom, które nie mieszkają tu, a musiały się dostać na przykład na ulicę Żabią (a każdy chyba pamięta jak kiedyś Żabia wyglądała), więc zaczęli parkować na Słodkiej samochody. Celem uniknięcia nieścisłości ustawiliśmy tabliczkę ponieważ gdyby doszło do rozbicia drogi, która i tak już wymaga remontu mimo, że teraz jeździmy nią tylko ja i żona, to nikt na taki remont nie chciałby się dołożyć oprócz właścicieli, czyli nas. No i taki właśnie jest sens tej tabliczki, której oczywiście chcielibyśmy uniknąć gdyby sprawy formalne były inne niż są teraz. Chciałbym również od razu napisać, że oczywiście nie zabraniamy spacerowania po naszej ulicy 🙂

  18. Witam Sąsiadów, 🙂
    po tym co napiszę trafię zapewne na czarną listę, i pewnie u większości. Ale coż… I z góry przepraszam będzie dużo.
    Z racji stałego zamieszkiwania w Korzeniówce (od 4 lat) również mam swoje przemyślenia odnośnie “obchodzenia się z psami” przez ich właścicieli. Nadmienię jedynie, że sama mam dwa psy, ale o tym poniżej.
    I może od początku:
    1. przede wszystkim, uważam, że zupełnie niepotrzebne są powyższe wulgaryzmy i epitety; raz, że każdy z nas ma prawo do opinii; dwa: używanie słów powszechnie uważanych za niecenzuralne w Internecie trochę nie przystoi; trzy: nie uważam aby ktokolwiek miał jakiekolwiek prawo do oceny innego człowieka w przedmiocie tego jak wychowuje i nadzoruje swoje dziecko. Oczywiście poza sytuacjami skrajnymi, ale nie o takie chyba rozpętała się tutaj zażarta “dyskusja”.
    2. w kwestii psów – postrzegam skrajną nieodpowiedzialność po stronie właścicieli. Nie twierdzę, że większości, ale w sporej części. Sama jestem właścicielką dwóch psów (drugi od stycznia tego roku). Oba są duże – owczarki niemieckie – nie wiem czy przypadkiem Pan “FMTOP” nie pisał o mnie, aczkolwiek jedno mi się nie zgadza – u mnie smycz jest zawsze. Nigdy się bowiem nie zdarzyło, abym z psami wyszła na spacer bez smyczy. Nie ukrywam, jako że psy są duże potrzebują się wybiegać, w lesie, jeśli jest pusto i nie ma żadnej osoby – jakiejkolwiek tzn. bez względu na to czy dziecko czy dorosły – pozwalam im pobiegać. Jeśli się ktokolwiek pojawi na horyzoncie, psy są przywoływane do nogi i brane na smycz. Nie dlatego, że są agresywne – bo nie są – ale to tylko zwierzęta, a ja nie wiem co im siedzi pod czaszką i kiedy – mówiąc kolokwialnie – wytną mi numer. Jeszcze kiedy był tylko jeden – dostawał więcej swobody – tzn. nawet drogą publiczną szedł luźno; ale zawsze zgodnie z opisaną powyżej zasadą: człowiek na horyzoncie – pies na smyczy. Natomiast obecnie gdy są dwa, aby nie przeszkadzać pieszym, rowerzystom, rolkarzom czy kierowcom, całą część spaceru po drodze publicznej idą na smyczy i przy nodze. Poza tym inaczej bym nad nimi nie zapanowała. Są za duże. Pewnie za to puszczanie luźno w lesie zostanę przez sąsiadów skarcona, wiem, tak też nie powinno być. Na swoje usprawiedliwienie tylko wskaże, że muszę im jednak dać możliwość wyrzucenie z siebie nadmiaru energii, przy pełnej świadomości potencjalnych negatywnych konsekwencji dla mnie; ale też i przy pełnej mobilizacji do “ucięcia luzu” gdy okoliczności nie pozwalają na swobodne hasanie.
    Niestety choć moje działania też nie są idealne, to jednak zauważam, że nie wszyscy potrafią wykazać się odrobiną rozsądku. ZDROWY ROZSĄDEK bowiem to towar wręcz deficytowy. Nagminne są przypadki wyprowadzania psów bez smyczy. Kaganiec też powinien być, ale jednak smycz to obowiązek. Nagminne są też przypadki dziur w ogrodzeniu zrobione przez własne psy. I niestety właściciele nie reagują. Psy biegają po Topolowej, Leśnej, Brzozowej i… atakują.
    Sama mam takie doświadczenia. Z jednym z właścicieli sprawa skończyła się skargą i sprawą o wykroczenie z mojego wniosku. Dwa razy prosiłam właściciela, żeby pies był prawidłowo uwiązywany, albo załatane dziury w ogrodzeniu. Raz osłoniłam się rowerem, za drugim razem kijkiem od nordic walking. Po trzecim razie powiedziałam basta. Właściciel ma sprawę w sądzie.
    Nie dalej jak wczoraj, kolejna sytuacja miała miejsce na ul. Brzozowej. Jechałam rowerem. Z lasu wyszły dwie panie z 5 psami, z czego 4 były na smyczy – i to się akurat chwali. Piąty zaczął na mnie ujadać i do mnie doskakiwać. Jedna z Pań chcąc mnie uspokoić powiedziała, że mam się nie bać, bowiem “ona tylko szczeka”. Na co grzecznie odpowiedziałam, iż już takiego jednego znam, co to jego suczka tylko szczeka. Dziś ma sprawę w sądzie z mojego powództwa. Reakcja była prawidłowa i szybka: Pani zabrała psa.
    Trzeci przypadek to sytuacja gdy jeździłam na narto-rolkach na zakręcie Topolowa / Leśna, z lasu – dziś wiem (po maści jednego z psów), że to mogły być wczorajsze Panie – wyskoczył jedne z psów i chciał doskoczyć mi do nogi. Panie psa zawołały, ale równie szybko czmychnęły do lasu. Nawiasem mówiąc dwa z psów były wyglądem zbliżone do opisu zawartego w ogłoszeniu pani Małgosi Szerenos. Nie dam jednak na to gwarancji, i też nie chcę nikogo bezpodstawnie oskarżać. A poza tym nie wiem, czy Panie były właścicelkami psów.
    W tym nieco przydługim wywodzie, chcę powiedzieć tylko jedno – miejmy zwierzęta, bowiem one świadczą o naszym człowieczeństwie i, co do zasady nas uszlachetniają, ALE fakt mieszkania na wsi, nie uprawnia ani nie usprawiedliwia braku nadzoru nad zwierzętami, których jesteśmy właścicielami. Skrajna nieodpowiedzialność, pycha i buta jaką wykazują się niektórzy właściciele aż się prosi o lekcję poglądową. Nie jestem zwolenniczką ani permanentnej inwigilacji, ani państwa policyjnego, ale ZDROWY ROZSĄDEK i umiar – tak w obchodzeniu się ze zwierzętami jak i w zaufaniu do nich, jest niezbędny abyśmy wszyscy mogli w miarę spokojnie i w miarę zgodnie żyć w tej – jakże uroczej – Korzeniówce.
    Pozdrawiam

  19. Pani Małgosiu, ja tego Pana co uciekł w niedziele, czesto widywałam z wolno biegajacymi psami po Brzozowej (i nie biegaly przy nodze tylko kilkaset metrow od niego i nie reagowaly na komendy), moj sasiad tez go widzial wiec znamy z widzenia lecz nie wiemy gdzie mieszka 🙁

  20. Pani Małgosiu, obawiam się, że – odpukać – jeśli się sytuacja powtórzy nie pozostanie nic innego jak zgłoszenie tego na Komendzie w Tarczynie. Dzielnicowy to bardzo sympatyczny człowiek i rozsądny. I najważniejsze – zna Korzeniówkę i jej mieszkańców, i może się okazać, że skojarzy właściciela psów z innych spraw, bowiem nie sądzę, aby przy takich pobudliwych zwierzakach do tej pory nikt niczego nie zgłosił. Pozdrawiam

  21. Bardzo rozsądny komentarz Pani Małgosi. Popieram w całości. Często mijamy się na spacerze i potwierdzam, że piękne wilki brane są natychmiast na smycz gdy tylko znajdziemy się w zasięgu wzroku. Ja robię to samo ze swoją wiekową niedźwiedzicą choć to panna łagodniejsza nawet od posłanki Kempy. Zero agresji. W lesie, na Brzozowej czy Leśnej chodzi zazwyczaj luzem i na smycz biorę ją wtedy gdy w pobliżu pojawia się pies, ktoś z psem (moja nie zaatakuje ale może być zaatakowana) lub duża ciężarówka (jedyny wróg – to ze względu na bezpieczeństwo suni bo już raz została lekko poturbowana). Podobnie w przypadku rowerzystów czy motocykla. Ale tu raczej chodzi o to aby nie wlazła komu pod koło powodując wywrotkę. Nie ma mowy o żadnym ataku. Też w jakimś stopniu ryzykuję puszczając psa wolno ale zawsze mam smycz i jestem w pobliżu. Generalnie, biorę ją na smycz z 2 powodów: 1. Dla rozwiania obaw osób jej nieznających; 2. W celu zapewnienia jej bezpieczeństwa. Ocena sytuacji należy do mnie.

  22. Zgadzam sie z Panstwem, ze wszystko zalezy od podejscia wlasciciela pieska – my tez mamy psa wiec wiemy o czym mowimy. Ten pan w niedziele nawet nie przyszedl, nie przeprosil, po prostu uciekl pomimo, że krzyczelismy aby wrocil. Zachował sie jak małolat.

  23. Tak! Możliwe, że piszę o Pani psach. Ale nie mam zastrzeżeń do Pań, które wyprowadzają te 2 owczarki niemieckie tylko do Pana, który z nimi też wychodzi na spacer. Pan jednego psa prowadzi na smyczy a drugiego luzem już po całej długości ul. Świerkowej a zabawę zaczyna jak wyjdzie na Topolową od razu woła na psy, które są na terenie posesji wi za wi świerkowej i szczuje owczarkiem. Zawsze jak owy Pan idzie na spacer jest niesamowita walka psów za płotem z młodszym z owczarków, który biega swobodnie po topolowej ten harmider jest tak głośny ze zawsze wychodzę z domu zobaczyć, co się dzieje! Wracając z lasu to samo! Jeden raz widziałem ze Pan prowadził w drodze powrotnej z lasu oba psy na smyczy był to dzień, w którym wymieniliśmy między sobą parę wulgarnych słów! A dzień wcześniej wyszedłem do skrzynki na listy i Pan nie przywołał psa zero reakcji jak by nikogo nie widział pies swobodnie biegł.

  24. Ocenia Pan mnie i moje wychodzenie z psami – właściwie mojego Ojca. Nie wiem jak dokładnie przebiegają spacery, w których nie uczestniczę. Jeśli jest tak jak Pan mówi, to mogę tylko przeprosić i ze swej strony obiecać, że postaram się wpłynąć na Ojca tak, aby – zwłaszcza młody był zapinany wcześniej.
    Natomiast prawda jest też taka, że nad swoimi psami też Pan nie panuje. Psy uciekają Panu z posesji. Notorycznie na wspomnianej przez Pana ul. Świerkowej “urzędują” również niszcząc ogrodzenia działek przy ul. Świerkowej. Potrafią “dobrze postraszyć” przechodniów na ul. Topolowej. I o nie też miał Pan, z tego co wiem, problemy z Dzielnicowym – a wiem, stąd że mnie prosił, abym Państwu przekazała jego prośbę o kontakt Państwa z nim. Nikt z nas nie jest święty, chodzi tylko o to aby sobie wzajemnie nie utrudniać życia.
    A tak nawiasem mówiąc jak dochodzę do ul. Topolowej to zanim “młody” dobiegnie do Pana posesji, Pana psy są już po drugiej stronie i ujadają, I to one robią koszmarny harmider, nawet wtedy jak moje idą na smyczy. I tak się dzieje w obie strony spaceru, a ja nie muszę żadnego z nich szczuć (czego dla jasności nie mam w zwyczaju) by Pańskie psy ujadały. Z moje strony więc mam prośbę, czy mógłby Pan spróbować przeciwdziałać i temu, że uciekają Panu psy z posesji i temu by nie ujadały? Z góry dziękuję.
    Cóż, zrobiła się mała prywata i chyba niepotrzebnie nieprzyjemnie. Wszystkich postronnych przepraszam, jeśli poczuli się tym urażeni. Panu FMTOP obiecuję, że postaram się aby moje psy nie dolatywały do Pana posesji. I seredecznie pozdrawiam wszystkich czytających. 🙂

  25. Mój jest mix jamnikowaty;) Pozostałe dwa są psami ze wsi mają swoich właścicieli, ale dziwnym trafem kochają być u mnie i ja nie mam żadnego sposobu na ich pozbycie. U mnie mają codziennie michę i dostęp do suchego pokarmu o każdej porze i to pokochały. Nie mogę zniewalać cudzej własności. A oddanie ich do schroniska było by nieludzie jak te psy mieszkają na Korzeniówce z 6 lat i do tego roku nikomu nie zrobiły krzywdy ani też nikomu nie przeszkadzały. W tym roku dopiero życzliwość ludzka sprowadziła na nich wszystkie służby mundurowe i prokuraturę. Ja kocham zwierzęta i jedzenia i wody nigdy im u mnie nie braknie . A życzliwym pseudo przyjacielą psów rasowych życzę rozjaśnienia umysłów i proponuje wycieczkę na Paluch i po takiej wycieczce bierzcie za telefony i telefonujcie na staż miejską, policje i po hycla, spacerujcie po wsi z podniesiona głowa i publiczne się chwalcie TO JA i moja konfidencka natura załatwiła tego bezbronnego czworonoga. Pozdrawiam

  26. Wie Pan, mieszkam w Korzeniówce od 4 lat i od początku psy są na Pańskiej posesji. Jak się jedna z suczek oszczeniła (a szczeniła się przez ostatnie 4 lata 2 razy do roku na posesji przy Świerkowej 21) Pana Syn przyszedł do mnie po jednego ze szczeniaków, który się umnie zabłąkał. Proszę się więc nie dziwić, że jest Pan uważany za właściciela i jak właścicel ponosi Pan konsekwencje. Ponadto nie tylko Pan je dokarmia, bowiem wczasowicze z działek też to robią. Stąd niestety wynikają późniejsze problemy. A skoro już się Pan nimi zajął, co się chwali, to może wystarczy zabezpieczyć posesję aby nie uciekały – jak sam Pan wie po Topolowej niektórzy potrafią jedzić dość szybko, więc ryzyko, że stanie się im krzywda jest spore. Tego zaś ani Pan ani nikt o elementarnym poziomie empatii, nie chce.
    Rozumiem też, że treść “A życz­li­wym pseudo przy­ja­cielą psów raso­wych” oznacza, iż Pana zdaniem to ja jestem tą konfidentką. Cóż, muszę Pana rozczarować. Nie ja. I mogę obiecać, że zanim kiedykolwiek coś takiego zrobię to: 1. trzykrotnie poproszę o zmianę tego, w Pańskim zachowaniu i działaniu, co narusza moją sferę praw; 2. zrobię to pod własnym nazwiskiem a nie anonimowo. I doskonale będzie Pan wiedział kto, kiedy i za co złożył na Pana skargę. Rozumiem, bowiem że skoro “konfident”, to musiał to być anonim. Tak na marginesie – nie musiał to być anonim, bowiem składający skargę ma prawo zastrzec poufność danych. Też Pana serdecznie POZDRAWIAM

  27. Suczka, o której Pani wspomniała wraz z tymi 3 pieskami, które pozostały jest u mnie w kojcu i są bacznie strzeżone. Zapraszam jak chce Pani je zobaczyć;) Ponadto wszystkie psy moje i te nie moje są na moją prośbę zaszczepione i w 2012 szczepienie przeciwko wściekliźnie juz maja za sobą. Te psy nie powinny nikomu zrobić krzywdy . A co ważne nie są cięte na koty , maja tą wadę ze strasznie ujadają na większe od siebie psy . Ale to natura i nic z tym nie zrobię;)

  28. Wierzę, że i zaszczepił Pan psy, które ma Pan pod opieką i nad suczką sprawuje należytą pieczę. Natomiast moje psy mają tą wadę, że strasznie nie lubieją małych psów, które uwielbiają ujadać. No ale jak sam Pan wie to natura, nic z tym nie zrobię! 🙂

Comments are closed.